czwartek, 5 maja 2016

Naturalnie i woskowo

Facebook ma jednak swoje dobre strony. Czasami można się załapać na fajne projekty. Tak też było ze mną. Wysłałam zgłoszenie do projektu niespodzianka i już za drugim razem dostałam sie do piątki testujące produkty firm Amazona i Byta-yta i Allback. Pomysł jest prosty i zarazem wielki w tej prostocie. Dostajemy paczkę niespodziankę. W niej pięć losowych produktów w/w marek. Wykorzystując co najmniej trzy z nich, robimy coś fajnego a "sprawozdanie" z naszej pracy zamieszczamy na blogu. I tyle. 
Mnie dostał się zestawik złożony z trzech farb (Amazona w kolorze niebieskoszarym, i oliwkowoszarym, Byta-yta w kolorze niebieskim) oraz dwóch wosków (Amazona - naturalny i Byta-yta -biały). Do tego instrukcje postępowania z preparatami. 



Trybiki ruszyły w moim mózgu w momencie otwarcia paczki. Rzadko kupuję nowe przedmioty jako materiał wyjściowy. Więc zgodnie z zasadą stare-nowe, zrobiłam szybki przegląd staroci do wykorzystania. Kryteria spełniły trzy : stare szuflady, stary stołeczek łazienkowy i niciarka, niby nie stara ale (bez urazy dla twórców) no, powiedzmy nie wpasowująca się w mój gust.

Zaczęłam od niciarki. Jakieś dwa tygodnie wcześniej dostałam ją od zaprzyjaźnionej Pani Krysi, jako schowek na różne moje szpargałki. Kupiona została w Krakowie, jako obowiązkowy suwenir. Do tanich pewnie nie należała, biorąc pod uwagę miejsce zakupu.


Z największą przyjemnością rozkręciłam pudło na drobne elementy (no w końcu tata był stolarze, a ja wychowałam się ze śrubokrętem w dłoni:-).

Potem zabrałam się za ręczne zdjęcie wierzchniej warstwy lakieru i bejcy. Niestety, przerosło mnie to i w ruch poszła szlifierka oscylacyjna. Potem przeczyściłam jeszcze drobnym papierem ściernym ręcznie ale to już była przyjemność.



Kolejnym etapem było pomalowanie niebieską farbą. Farba cudownie szybko wysychała ale dla pewności poczekałam przepisowe 24 godziny ( u mnie trwało ciut krócej;-)
Przed nałożeniem drugiej warstwy, stwierdziłam, że trzeba by zróżnicować kolory. Druga warstwa wewnątrz pudełek , na pałąku i na poprzeczkach dostała kolor szaroniebieski, natomiast gałki są w kolorze oliwkowym.








Po dokładnym wyschnięciu nadszedł czas na przecierki. W niektórych miejscach do pierwszej warstwy, w niektórych do surowego drewna. Dobrze, że pierwsza warstwa jest wszędzie niebieska, ponieważ po przetarciu papierem ściernym pięknie wyjrzała na wierzch. Znów przetarcie całości drobnym papierem, ale nie za mocno. Powinny zostać zachowane różnice w strukturze farby, pociągnięcia pędzlem.




Zastanawiałam się długo nad górą pudełek. Chciałam zrobić transfer. Niestety to było jedyne co mi nie wyszło. Choć transferów robiłam już setki, tym razem mi nie wyszło. Nie zastanawiałam się jednak nad przyczyną. Popracuję na tym potem. Najprostsze było naklejenie papieru ryżowego. Znalazłam nawet taki w pasujących kolorach. Użyłam do tego kleju do decoupage z Pantartu. 






Teraz nadszedł czas na nałożenie wosku. Ja skorzystałam z wosku bezbarwnego Amazona. trochę się tego bałam. Wyszłam z całym majdanem na balkon. Czemu? Podczas pierwszego kontaktu z tym woskiem myślałam , ze padnę od zapachu. Przypominał mi mocno skoncentrowany zapach pasty do butów. Mocno skoncentrowany? POWALAJĄCY!!!
Nic bardziej mylnego. Kiedy pracuje się na powietrzu nie czuć wcale tego smrodu, po nałożeniu jeszcze mniej, a po wypucowaniu to już wręcz pachnie.
Wosk również przesychał odpowiednio długo (czyli do następnego dnia) i po przeszlifowaniu bardzo drobnym papierem (u mnie gąbka ścierna 220) zostało już tylko wypolerować. Drewno jest miłe w dotyku, aksamitne. Super widać fakturę farby. 


Tu bardzo fajnie widać różnice między wypolerowanym i niewypolerowanym elementem


Zdecydowałam się też na wymianę śrub. Co prawda są większe i lekko wystają ale wyglądają o niebo lepiej od starych.
Nowa niciarka prezentuje się tak :





I moja latorośl nagle stwierdziła, że przydałaby jej się na kosmetyki. I tyle w temacie.

Ogólne spostrzeżenia w stosunku do farb i wosków:
- wydajne (zużyłam tylko pół małego słoiczka na dwukrotne pomalowanie),
- dobrze się rozprowadzają i szybko schną,
- bardzo przyjemnie pachną (poza woskiem ale to tylko w pudełku),
- dają znakomity efekt końcowy,
-wszystkie wykorzystane produkty (i nie tylko), możecie znaleźć w sklepie AgoHome

Ja pewnie nie raz skorzystam :-) Przecież jest jeszcze do zrobienia stołeczek i szuflady.


wtorek, 1 marca 2016

Króliczki z bogatym wnętrzem

Przeskok z jednych świąt w drugie. Jakoś krótko w tym roku. Choć może szoku nie będzie bo w Wigilię było ciepło a teraz pada śnieg więc pomieszanie z poplątaniem mamy.  

Dawno temu kupiłam pojemniczek na słodycze dla Młodej. Bardzo mi się spodobał wiec stwierdziłam, że w tym roku powstaną moje własne słoiczki - króliczki ale na bazie szklanej.

Baza - słoiki szklane - wyparzone, do tego sukienki materiałowe, koraliki, wstążeczki, przykrywka - krążek styropianowy z główką wypychaną wypełniaczem.  Raczej na suche produkty lub jakieś skarby, ze względu na brak możliwości umycia. Chociaż... jakby się ktoś postarał to umyje bez zniszczenia całości.

Przedstawiam osiem króliczek i jednego króliczka.










Kolejne wyzwanie - meblowe.

Wymyśliłam sobie przerobić starą szafkę katalogową na komodę z szufladkami. W głowie mam już plan. Czekam tylko na pogodę bo muszę z tym wyjść na podwórko.  No i na trochę więcej czasu. 
Szafka stała kilka ładnych  lat w garażu. Po przejściu u mnie w pracy na katalog elektroniczny, mebel został zlikwidowany. Zamiast porąbać, wzięłam go do domu, do garażu na śrubki, wkrętki i inne wiecznie poniewierające się drobiazgi. 
I całuję się teraz po piętach za swoją decyzję. Jak wyjdzie,  zobaczymy. Na razie prezentuje się tak.


Jeszcze nie wiem czy wykorzystam obie obok siebie czy postawię jedną na drugiej, żeby było więcej szufladek. Zobaczymy jak się zrobi ciepło.
Trzymajcie się ciepło.